Tak. nie przyjmiemy "imigrantów ekonomicznych". Piszę w cudzysłowie, bo to miał być sarkazm. Oczywiście imigrantem ekonomicznym jest mieszkaniec Czadu, Konga czy innego zadupia, który zdycha z głodu na swym zadupiu eksploatowany bez litości przez "nasze" "cywilizowane" koncerny. Nie ma w tym oczywiście nic politycznego. Przypomina mi się tu obraz z "Jądra ciemności" Conrada, Murzynów umierających w lasku tropikalnym, już nieprzydatnych, wyeksploatowanych do cna.
My, ogarnięci dziś falą uciekinierów z Syrii, Afganistanu, Afryki - ofiar bezwzględnej chciwości "cywilizacji białego człowieka" - mamy czelność, ustami naszych unijnych polityków, nazywać ich imigrantami ekonomicznymi. Jeśli są takimi, to jako ofiary globalnej ekonomii neoliberalnej niszczącej w imię chciwości cały świat, dla której rządy i politycy są tylko narzędziem.
Niech zdychają z głodu u siebie, a nie w naszych porządnych krajach zbogaconych i bogacących się na ich nieszczęściu. Możemy im jeszcze sprzedać buldożery do kopania masowych grobów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz