wtorek, 16 października 2018

AI, Bóg bez osoby

Golem, Frankenstein.... Potem już poszło po całej fantastyce naukowej. AI (Artificial Intelligence) albo SI (|Sztuczna Inteligencja) ze sfery S-F przeniosła się do laboratoriów i mediów. Nowy Wspaniały Świat (skojarzenie zamierzone). Do tego wielkiego zbiornika miodu na wyrost zamierzam wlać łyżkę dziegciu.
Jeśli komuś nie chce się czytać tych wypocin polecam „Golem XIV” Stanisława Lema. Kto czyta ze zrozumieniem ten łatwo zobaczy, dlaczego AI jest dla nas zagrożeniem, albo raczej dlaczego my sami zagrozimy sobie z pomocą AI.
Tłumaczeniem czym jest AI nie będę sobie głowy zawracał. Poszukaj sobie, czytelniko w encyklopedii, Wikipedii i w tysiącach artykułów różnie naukowych zależnie od porcji fantastyki jaką w nie włożono.
Bardziej mnie interesuje, czym AI nie jest. AI nie jest człowiekiem. Trywialne, prawda? Nie mam tu na myśli, że nie ma rączek, nóżek, główki chociaż to też ważne. Ważne, że AI nie będzie miała psychiki. Żadnej. Żadnych sentymentów, miłości, litości, czyli błędów i potknięć, które one powodują. Nie będzie też miała zrozumienia dla naszych ludzkich błędów: zapomnień, przeoczeń, spóźnień. Tak jak w hipermarkecie nie dostaniesz nic „na zeszyt” tak też nic nie dostaniesz od AI. Żadnej prolongaty, żadnego ułatwienia, żadnego współczucia. Nie mając psychiki AI nie jest osobą. Wracamy do rączek i nóżek. AI nie ma ciała. Nie ma więc żadnych odczuć psychicznych z nim związanych. Nic ją nie boli, but nie uwiera, majtki nie cisną.
Stawiając przed AI zadanie możemy jej narzucić ograniczenia. Teoretycznie. Trzy Prawa Robotyki? Ależ oczywiście, tylko że to nic nie da.
Przypuśćmy, że chcemy ograniczyć populację i taką dyrektywę dajemy AI nadzorującej demografię. Obwarowujemy ją przy tym różnymi zasadami: Nie wolno zabijać ludzi, nie wolno ich kastrować chirurgicznie ani promieniowaniem, nie wolno oddzielać od siebie płci umieszczając ludzi w obozach itd., itp. W porządku. Mamy przy tym inne AI nadzorujące inne działy ludzkiej aktywności (prędzej, czy później do tego dojdzie).Oczywiście, wszystkie kontaktują się ze sobą. Teraz tej naszej AI po analizie ogromnych baz danych wyjdzie, że w populacji białej rasy ludzie zażywający Ibuprom i popijający go Coca-Colą mają o 20% mniejsze szanse na posiadanie potomka niż wszyscy inni. Wystarczy nasilić reklamy Ibupromu i Coca-coli, obniżyć troszkę ceny. Zanim się ktokolwiek połapie już będzie po białasach. To bardzo gruby przykład, bo zapewne wszystko odbyłoby się bardziej okrężną drogą. Ważne jest co innego, żadne zakazy nie zostały złamane, więc i pytać o zgodę nie było potrzeby.
Bez osobowości, bez psychiki AI jest śmiertelnym niebezpieczeństwem dla wszystkiego co żyje, bo AI nie żyje, nie jest z tego świata, a oddając jej władzę (tylko przez niemożność przeanalizowania wszystkich ścieżek jej działania, a przecież o to chodziło przy jej tworzeniu), bo jak inaczej mogłaby zrealizować stawiane cele, stajemy się stadem baranów zaganianych przez pasterza. Pasterz dla baranów jest bogiem i tym będzie dla nas AI.



sobota, 22 września 2018

Jesteśmy rakiem Ziemi

(Jak się dorobimy to zrobimy nową biosferę)

Rak to choroba organizmu spowodowana wymknięciem się spod kontroli jednej jedynej komórki, która zaczyna mnożyć się w nieskończoność doprowadzając nieuchronnie do śmierci swojego żywiciela. Jest to jedyny znany w naturze proces nieograniczonego wzrostu.
Działalność Człowieka to drugi (nienaturalny jednak) proces charakteryzujący się nieograniczonym wzrostem. Mało tego: ten nieograniczony wzrost wyhaftowaliśmy złotem na sztandarach cywilizacji.
Dotąd żaden gatunek na Ziemi nie mógł pochwalić się nieograniczonym wzrostem. Prędzej, czy później napotykał bariery w postaci ograniczeń fizycznych, wyczerpania nisz ekologicznych, epidemii spowodowanych nadmiernym zagęszczeniem osobników wreszcie nawet katastrof naturalnych. Dzięki tym barierom żaden gatunek nie był w stanie rozregulować całej biosfery doprowadzając do jej katastrofalnej deregulacji. Jak dotąd nie udowodniono, że którekolwiek z wielkich wymierań w historii Ziemi spowodował któryś z gatunków na niej żyjących.
Gatunek ludzki dzięki inteligencji nabył możliwość nieograniczonego wzrostu ilościowego:
  • Możemy zawłaszczyć dowolną niszę ekologiczną.
  • Rozrost ilościowy i odporność na epidemie zapewniają nam medycyna i organizacja społeczna.
Inteligencja wynalazła też dziedziny całkowicie oderwane od procesów naturalnych jak bogacenie się, czyli ekonomię (Tworzy metody gromadzenia dóbr abstrakcyjnych dzięki eksploatacji biosfery.). Niestety, te dobra abstrakcyjne posłużyły głównie tym osobnikom, którzy mają ich najwięcej głównie do kontroli tych wszystkich, którzy mają ich mniej.
Początkowo technologie miały nikły udział w tym procesie. Dziś są jego głównym motorem. Bogatym decydentom jest zupełnie obojętne, czy technologia niszczy biosferę, czy ją wspomaga dopóki przynosi stale rosnący zysk. Niebogaci w swej masie dążą do tego, aby być bogatszymi i z tego powodu nic nich nie obchodzi stan biosfery ( Jak się dorobimy to zrobimy nową – parafrazując pewnego młodego biznesmena).
Porównanie z rakiem nasuwa się samo tyle, że rak biosfery – gatunek ludzki – zostanie przez nią zabity, bo ona ma znacznie więcej narzędzi niż my i miliardy lat doświadczenia.
Przekroczenie w krótkim czasie wąskiego zakresu temperatur w jakim możemy na dłuższą metę żyć musi nas zabić jako gatunek, co do sztuki. Teraz dowiadujemy się, że po przekroczeniu górnej granicy zabije nas termodynamika, prosta fizyczna zależność, której uczymy się już w szkole podstawowej (jednak kiedy zobaczymy szansę na bogactwo zapominamy o fizyce).
Jednak na nic dolary i bitcoiny. Na nic negocjacje. Z fizyką kontraktu podpisać nie można.
Deregulację biosfery (oczywiście z naszego, partykularnego punktu widzenia), że już się (z winy inteligencji) nie wywiniemy. Gatunek ludzki składa się z tylu indywidualnych jednostek o tak zróżnicowanym poziomie, potrzebach i poglądach, że żaden konsensus w pozostałym do katastrofy czasie nie zostanie osiągnięty. Zejdziemy spektakularnie i nieodwołalnie. Może nawet z hukiem (atomowym).

czwartek, 6 września 2018

Samorząd, czyli kto naprawdę rządzi się sam.

Kamienna pustynia rynku zbudowana wbrew protestom mieszkańców. W tle facet kosą spalinową wycina mizerne kępki trawy.

Obecni samorządowcy to "samorządowcy" i nie ufają mieszkańcom, bo mieszkańcy nie ufają im. Po pierwsze: samorząd to mieszkańcy, a nie radni i np.: prezydent miasta. Ci przedstawiciele mieli reprezentować samorząd i działać dla dobra mieszkańców. W wielu wypadkach działają głównie dla własnego dobra. Obstawiają się różnymi układami, nie tolerują krytyki swoich poczynań. Prezydent miasta b.szybko potrafi przejąć kontrolę nad radą miasta działając poprzez przewodniczącego rady, który staje się jakby wiceprezydentem d/s rady. Prezydent ma wszak dużo do zaoferowania: pracę dla różnych krewnych-i-znajomych-królika. Niejeden urząd miasta, szczególnie mniejszego, to "firma rodzinna".

Rzadko poddaje się poważne, kosztowne przedsięwzięcia pod prawdziwą dyskusję publiczną. Dyskusja jest tylko "pro forma", aby odfajkować, że się odbyła. Wydaje się dziesiątki milionów zł z kieszeni mieszkańców bez jakichkolwiek konsultacji, a ten, kto domaga się takowych zostaje okrzyknięty "pieniaczem".  Sesje rady miejskiej zwykle odbywają się w godzinach pracy, więc mieszkańcy w większości nie mają nawet szansy zjawić się na nich. Radni swoje godziny przyjęć mają również w takich godzinach. To są wszystko pozory demokracji. Ćwiczymy już demokrację pozorną. I ktoś się dziwi, że frekwencja wyborcza jest niska. Chyba kpi albo jest głupcem.

Sposobów zignorowania woli mieszkańców jest wiele. W niewiele, bo 20 lat, doszło do tego, że mieszkańcy nie czują, aby mieli wpływ na cokolwiek.

niedziela, 2 września 2018

Jak Człowiek ma wbudowaną samozagładę?

Znamy właściwie tylko dwa rodzaje sprzężeń zwrotnych: dodatnie i ujemne. Wszędzie w naturze skutki działania dodatnich sprzężeń zwrotnych równoważone są przez sprzężenia ujemne. Na wszystkie procesy naturalne nałożone są też ograniczenia. Przykładem niech będzie prędkość światła. Jest ograniczona i nieprzekraczalna (przynajmniej nikt dotąd nie udowodnił, że jest inaczej). Oznacza to, że propagacja wszelkich zaburzeń oraz wszelkiej informacji nie może przekroczyć tej prędkości. Gdyby we Wszechświecie prędkość propagacji informacji mogła być nieograniczona to zostałby on spetryfikowany w nieskończenie krótkim czasie. Nigdy więc nie mógłby zaistnieć piszący te słowa ani jego galaktyka, układ słoneczny i planeta.
I oto pojawia się inteligencja, powiedzmy, że ludzka. Początkowo niegroźna, jednak z upływem czasu gra ona coraz większą rolę w rozwoju swego gatunku dokonując wielkiej zmiany jakościowej w dotychczasowych jego działaniach. Oto człowiek już nie jest ograniczony koniecznością przystosowywania się do środowiska, nie musi znajdować swojej niszy życiowej. Jest w stanie każde środowisko dostosować do siebie. Inteligencja daje mu też przewagę jako drapieżnikowi nad dowolnym innym gatunkiem żyjącym na Ziemi. Pokonał w ten sposób ujemne sprzężenia zwrotne ograniczające ekspansję pozostałych gatunków. Dodatkowym czynnikiem wzmacniającym ekspansję człowieka jest nieustająca ruja. Jeżeli samica innego gatunku nie zajdzie w ciążę w okresie rui to musi czekać rok; kobieta może próbować co miesiąc przez cały rok.
Los człowieka w dłuższej perspektywie przypieczętowuje najsilniejszy instynkt wbudowany w same podstawy DNA – rozmnażanie się za wszelką cenę, nawet utraty życia jednostki. Potomstwo podlega więc najsilniejszej ochronie.
Kolejne wynalazki dokonywane dzięki inteligencji wzmacniają ekspansję człowieka. Wynalazek maszyny parowej wcale nie jest tu przełomowy. To rozwój medycyny ostatecznie przypieczętował nasz los. Medycyna, kierowana najpotężniejszym instynktem, przede wszystkim ukierunkowała swoje działania na utrzymanie przy życiu dzieci. Dotychczas kobiety rodziły w ciągu całego życia po kilkanaścioro dzieci, z których dorosłości dożywało najwyżej kilkoro. Medycyna spowodowała, że dożywały prawie wszystkie. Rozpoczęła się eksplozja demograficzna z ostatecznie katastrofalnym skutkiem.
Uruchomiliśmy w końcu dodatnie sprzężenie zwrotne dla ekspansji naszego gatunku.
Inteligencja ludzka wynalazła też ekonomię. Dotychczas opłacalność mierzyło się przetrwaniem (w uproszczeniu). Teraz oderwała się ona od tej podstawy i stała się przyczyną bogacenia. Ważny stał się, coraz bardziej abstrakcyjny, majątek. Stał się nie wyrazem umiejętności, ale narzędziem kontroli innych ludzi. Ponieważ nikt nie teoretyzował przez tysiące lat na temat ekonomii to system, który wytworzył się sam nazwano w końcu całkiem niedawno kapitalizmem, a ci, którzy dzięki niemu zyskali kontrolę nad całym gatunkiem bronią samorzutnie powstałej maszyny społecznej wszelkimi siłami nie pozwalając nałożyć na nią żadnych ograniczeń. Tymczasem kapitalizm nie ma wbudowanych żadnych ujemnych sprzężeń zwrotnych. Jest jak maszyna parowa bez regulatora Watta albo jak elektryczny silnik jednofazowy. Mogą one osiągnąć bez obciążenia obroty, które je zniszczą. Każdy zysk wygeneruje w następnym rzucie jeszcze większy zysk, a ten, który tego dokona jest nagradzany i fetowany.
Niestety, dla wygenerowania ciągle rosnących zysków konieczne jest ciągle rosnące zużycie energii. Dla wyżywienia i utrzymania ciągle rosnącej populacji konieczne jest ciągłe zwiększanie wytwarzania żywności i innych produktów, a inteligencja ciągle dostarcza nowych, pożądanych wynalazków. Już nie wystarcza, że posiadany sprzęt nadal działa i spełnia swoje funkcje, bo oto jest nowszy, który spełnia je jeszcze lepiej (być może, choć niekoniecznie), a propaganda działająca na rzecz zysku ma wielką siłę perswazji. Dzięki inteligencji już nie wystarcza wciskanie nowych produktów, wymyśla się nowe potrzeby i wmawia je ludziom.
Gatunek jako całość nie posiada czegoś takiego jak instynkt samozachowawczy. Ograniczenia nakłada otoczenie. Gatunek ludzki jest w stanie przełamać wszelkie ograniczenia dzięki inteligencji. Czy na pewno? Wiadomo, że jesteśmy częścią systemu kształtującego się miliardy lat. Po tak długim czasie wszystko w tym systemie jest zależne od wszystkiego innego. Naszą nieograniczoną ekspansją naruszyliśmy na pewno mnóstwo newralgicznych punktów regulacji tego systemu nawet o tym nie wiedząc, bo zafascynowani technologiami dającymi natychmiastowy pożądany skutek zaniedbaliśmy zupełnie badanie systemu, w którym i dzięki któremu żyjemy. Nie potrafiliśmy dostrzec, a nawet ignorowaliśmy sygnały, które słał system, bo musielibyśmy ograniczyć naszą ekspansję, ale wtedy święty kapitalizm musielibyśmy zamienić na coś innego; coś, co zaspokajałoby potrzeby, a nie chciwość, którą podnieśliśmy do rangi cnoty.
Nadal nie zdajemy sobie w pełni sprawy w jak wąskim zakresie parametrów systemu jesteśmy w stanie żyć. Niewielkie w skali globalnej i systemowej przeregulowanie zakresu temperatury systemu wyeliminuje nas całkowicie i nieodwołalnie. Wyeliminuje też wszystkie inne gatunki, które tylko w nim mogą żyć. System, oczywiście, przetrwa, bo jest zbyt wielki i rozbudowany, aby nasza działalność potrafiła go zniszczyć( chyba, że w akcie desperacji rozpylimy na atomy planetę).
W tym sensie mamy wbudowaną w DNA samozagładę. Inteligencja uruchamia ekspansję pokonując naturalne ujemne sprzężenia zwrotne, a ponieważ w DNA mamy zapisane rozmnażanie się za wszelką cenę bez żadnych ograniczeń to, dzięki inteligencji prędzej czy później pokonamy zewnętrzne ograniczenia i zaczniemy marsz ku samozagładzie, dokładnie jak bakterie na szalce Petriego wypełnionej pożywką.
Twierdzę też, że po nas nie będzie już na Ziemi żadnej cywilizacji technicznej, bo łatwo dostępne złoża metali dawno już wyeksploatowaliśmy, a tworzyły się one razem z Ziemią(mogę się jednak mylić).

Na koniec, twierdzę, że każdy gatunek na dowolnej planecie zbudowany z indywidualnych jednostek posiadających inteligencje skazany jest na zagładę, bo nie będzie w stanie zapanować sam nad sobą z powodu swojego DNA, bo nakaz samopowielania jest podstawowym , genialny i jedynym wynalazkiem Natury prowadzącym każdą inteligencję naszego typu do samozagłady.